Sieć wysp kosmetycznych, której już nie ma
Nie każdy projekt w tym zawodzie kończy się happy endem. Czasem klient idzie pod wiatr, czasem rynek zmienia się szybciej niż marka. Wyspy Kontigo są jedną z tych historii: projekt, który był dobry, wyspy, które stały w pięciu galeriach, i marka, która ostatecznie nie dotrwała.
Projekt i budowa zajęły nam około roku — ruszyliśmy jesienią 2021. Same wyspy handlowały potem przez lata, aż do końca działalności marki. Opisuję ten case, bo wyciągnęłam z niego dużo nauki, a dla każdego klienta zamawiającego sieć jest w nim konkretne ostrzeżenie: projekt może być dobry, a okoliczności rynkowe i tak go zatopią.

Pięć galerii: Rzeszów, Kraków, Katowice, Szczecin, Gdynia
Kontigo była polską marką drogeryjną — kosmetyki kolorowe i pielęgnacyjne, marki własne i partnerskie. Sprzedaż prowadziła z wysp handlowych ustawionych w głównych ciągach komunikacyjnych galerii, blisko stref kosmetycznych innych najemców.
Wyspy stanęły w pięciu galeriach: w Rzeszowie, Krakowie, Katowicach, Szczecinie i Gdyni. Byłam przy każdej z nich. Marka miała szersze plany, ale nic z nich już nie wyszło.
Brief znaczył dla mnie dwie rzeczy naraz: jednolitą identyfikację — każda wyspa ma być rozpoznawalna jako Kontigo, w każdej galerii — oraz modułową konstrukcję, która umie się skalować pod różne metraże i układy. Plan piętra w każdej z tych galerii jest inny. Marka jest jedna, lokalizacje są różne, wyspa musi działać w każdej z nich.
Najpierw makieta, potem sieć
Przy sieci nie projektuje się „na rysunku i do produkcji”. Błąd w jednym module mnoży się przez liczbę wysp, a poprawka po fakcie oznacza wysłanie ekipy do pięciu miast. Dlatego zaczęliśmy od czegoś, co w ofertach widuje się rzadko: od makiety jednego modułu w skali 1:1.

Makieta nie była ładna i nie miała być. Sprawdzaliśmy na niej trzy rzeczy, których nie widać na wizualizacji: jak taśma LED w narożniku ramy naprawdę świeci i czy nie oślepia kupującego, jak wygląda turkusowy cokół zestawiony z wybraną płytką, i czy proporcja ramy do korpusu trzyma się na wysokości wzroku, a nie na rzucie.
Prototyp 1:1, zbudowany i zatowarowany
Po makiecie przyszedł pełny prototyp. Wyspę zbudowaliśmy w całości — 11, 12 i 13 października 2021 — a potem zatowarowaliśmy ją prawdziwym asortymentem. Nie atrapami, nie pustymi pudełkami. Dopiero na pełnych półkach widać, czy ekspozycja działa: czy wysoka butelka mieści się we wnęce, czy cena jest czytelna, czy między modułami da się przejść z kartonem.


Wieża makijażowa dostała osobną tabliczkę kategorii pod logo. To drobiazg, który w galerii robi różnicę: klient idący pasażem czyta najpierw markę, a pół sekundy później kategorię. Jeśli szuka makijażu, zatrzyma się właśnie tutaj.
Konstrukcja: stalowe kształtowniki, szkło i światło
Konstrukcję oparłam na lakierowanych kształtownikach stalowych — czarnych i turkusowych, w kolorach marki. Są lekkie, odporne i łatwe w utrzymaniu, a co ważniejsze: z jednego typu profilu daje się złożyć wyspę mniejszą albo większą, zależnie od tego, ile metrów galeria da.
Półki ze szkła — na pierwszy rzut oka cięższe rozwiązanie, ale dla kosmetyków idealne, bo nie zabierają widoku produktu. Szafki podblatowe dostały wzmocnione zawiasy, bo wyspa otwiera się i zamyka kilkadziesiąt razy dziennie, nie kilka razy w tygodniu jak szafka w domu.

Co trzyma moduł na nierównej podłodze
Posadzka w galerii nigdy nie jest równa, a wyspa stoi w świetle reflektorów i każde przechylenie widać. Dlatego każdy moduł stoi na regulowanych stopkach poziomujących, schowanych za cokołem. Tą samą przestrzenią idzie okablowanie — zasilanie modułów, taśmy LED i podświetlane plansze — więc na zewnątrz nie wychodzi ani jeden kabel.

Detal, od którego zależy tempo montażu
Rama stalowa spotyka się z korpusem z płyty i obrzeżem drewnopodobnym w jednym węźle, skręcanym na śrubę imbusową. Nie na wkręty, nie na klej. To decyzja podjęta na rysunku, a odczuwalna dopiero na montażu: imbus daje się dokręcić w ciasnym narożniku, w pośpiechu, przy słabym świetle — i daje się odkręcić, kiedy moduł trzeba rozebrać i przewieźć gdzie indziej.

Lustro i strefa testerów
Kosmetyki kolorowe wymagają próbowania na sobie: pomadka na ustach, róż na policzku, cień na powiece. Bez lustra wyspa kosmetyczna jest tylko składem produktów. Z lustrem staje się mikrosalonem, w którym kupujący spędza minutę dłużej, próbuje i decyduje.
Strefa testerów ma jednak jeden problem, o którym nikt nie myśli na etapie wizualizacji: testery się rozjeżdżają. Buteleczki wracają nie na swoje miejsce, etykiety znikają, po tygodniu nikt nie wie, który odcień jest który. Dlatego zaprojektowałam dla nich osobny organizer — ze sklejki i pleksi, z frezowanymi gniazdami pod konkretne buteleczki i wydrukowanymi nazwami odcieni przy każdym gnieździe.

Gniazdo wymusza porządek lepiej niż instrukcja dla obsługi. To jest ten rodzaj detalu, którego klient nie zamawia, bo o nim nie wie — a po miesiącu okazuje się, że to on decyduje, czy strefa testerów wygląda na zadbaną, czy na porzuconą.
Montaż nocą, bo galeria nie czeka
Rzecz, której nie ma w żadnym folderze, a którą każdy pracujący w retail design zna aż za dobrze: wyspy w galeriach montuje się nocą. Albo w niedzielę, jeśli galeria taką możliwość daje. Galeria nie zamknie pasażu w środku dnia, żeby ekipa postawiła sobie wyspę w głównym ciągu.
Galeria zamyka się o 21–22, otwiera o 9–10. W tym oknie musi się zmieścić wszystko: rozładunek z rampy, transport elementów do punktu w hali, montaż, sprzątanie po sobie, wyjazd ekipy. Personel sklepu zaczyna o 8:30 i to jest nieprzekraczalny termin.
To zmienia projekt już na etapie szkicu. Modułowość nie była tylko odpowiedzią na różne metraże — była warunkiem, żeby montaż w ogóle zmieścił się w nocnym oknie. Wyspy skręcanej z setek elementów pod indywidualny wymiar nie zmieścisz. Wyspę z prefabrykowanych modułów składasz w kilka godzin, jeśli ekipa jest doświadczona, a rozładunek zaplanowany co do godziny. Do tej sieci powstała nawet osobna instrukcja montażu, żeby kolejna ekipa w kolejnym mieście nie zaczynała od zera.
Pamiętam noce, w których o piątej rano szły ostatnie poprawki. Pamiętam galerie, w których ochrona była życzliwa i pomocna, i takie, gdzie każdy kurs trzeba było tłumaczyć z papierami w ręku. Dlatego dziś, kiedy ktoś dzwoni w sprawie wyspy, wiem dokładnie, jakie pytania zadać o jego galerię, zanim w ogóle dojdziemy do projektu.
Egzamin z modułowości: zmiany w trakcie, nie przebudowy
O modułowości łatwo pisać w ofercie. Sprawdza się ją wtedy, kiedy marka wraca po trzech tygodniach i mówi, że coś ma wyglądać inaczej.
Wyspa zaprojektowana „pod wymiar” takich rozmów nie wytrzymuje. Każda poprawka to produkcja od zera, a każda zmiana lokalizacji — złom, bo konstrukcję daje się rozebrać, ale nie złożyć z powrotem w innym układzie. Wyspa z modułów rozbiera się na części i składa w nowym układzie, dopasowanym do innego planu piętra.
Raz zdarzyło się to naprawdę: wyspę w gdyńskiej galerii przenieśliśmy w inne miejsce — w nocy. Na tych samych zasadach co pierwszy montaż, bo galeria nie zamknie pasażu w ciągu dnia po to, żeby wyspa zmieniła miejsce.
To samo dotyczyło zmian w trakcie. Marka co kilka tygodni wracała z modyfikacjami: inny układ ekspozycji, dodatkowe regały, nowa wersja podświetlanych plansz. Stalowy szkielet zostawał — to była stała baza, dzięki której tempo zmian w ogóle było możliwe. Wymienialiśmy i dodawaliśmy moduły, nie wyspy w całości. Marka mogła przetestować trzy wersje ekspozycji w czasie, w którym normalnie testowałaby jedną.
Czego wymaga wyspa handlowa w galerii
Jeśli planujesz własną wyspę, to są pytania, od których zaczynam każdą rozmowę. Warto mieć odpowiedzi, zanim powstanie pierwszy rysunek.
Prąd: skąd i ile
Bez zasilania nie ma wyspy. W zależności od obiektu prąd podaje się od góry albo od dołu i to trzeba wiedzieć na etapie projektu, bo od tego zależy, którędy poprowadzić trasę kabli w cokole. Moc zgłasza się administracji galerii z wyprzedzeniem — podświetlane plansze, taśmy LED i kasa to nie jest dużo, ale musi być zarezerwowane.
Wymiary, wysokość i regulamin obiektu
Właściciele galerii mają własne wymagania co do wysokości i powierzchni wysp — żeby nie zasłaniały widoku na sklepy wzdłuż pasażu. Te ograniczenia bywają sztywniejsze niż wyobraźnia projektanta i lepiej poznać je przed, a nie po.
Ekspozycja z dwóch stron i miejsce na zapas
Wyspa stoi w ciągu pieszym, więc ogląda się ją dookoła — towar musi być dobrze wyeksponowany na okalających regałach, z każdej strony. A pod blatem musi zostać miejsce na zapas towaru i rzeczy obsługi, bo kartonów nie da się trzymać obok wyspy na pasażu.
Możliwość rozbudowy
Dobrze, żeby wyspa była elastyczna. Jeśli sprzedaż idzie, chcesz dołożyć moduł, a nie zamawiać nową wyspę. Jeśli nie idzie — chcesz móc ją zmniejszyć albo przenieść. To jest dokładnie ta decyzja, która przy Kontigo pozwoliła zmieniać ekspozycję co kilka tygodni, zamiast zamawiać wyspę od nowa.
Jak to się skończyło
Nie unikam tej części, choć nie jest miła. Kontigo nie utrzymało się na rynku. Marka ogłosiła zakończenie działalności, wyspy jedna po drugiej schodziły z planów piętra. Część została zezłomowana — to konstrukcje dedykowane konkretnej identyfikacji, bez wartości second-hand dla nowego najemcy.
To historia, która uczy pokory każdego, kto pracuje w retail design. Nie kontrolujesz biznesu klienta. Możesz zaprojektować najlepszą wyspę na świecie — jeśli marka padnie, wyspa pójdzie razem z nią. Kontrolujesz jedno: czy projekt broni się sam, niezależnie od finału. I to mogę powiedzieć z czystym sumieniem — wyspy Kontigo broniły się przez cały czas, kiedy stały.
Projekt: dwa warianty wyspy 4×3 m
Zanim powstała makieta, marka dostała do wyboru dwa pełne warianty wyspy o wymiarze 4×3 metra — każdy z własnym kompletem rysunków: rzutem z wymiarami, widokami, ladą sprzedażową i ścianą tylną. Poniższe obrazy to wizualizacje projektowe z tego etapu, nie zdjęcia z galerii.




TRK System a wyspy handlowe
Wyspy Kontigo to jeden z większych projektów retailowych pracowni. Pracujemy dziś z innymi markami: w łódzkiej Manufakturze stoi wyspa Słoik Home ze świecami sojowymi i dyfuzorami, projektujemy też wyspy gastronomiczne i wyspy uniwersalne w galeriach w całym kraju.
Doświadczenie z Kontigo wpływa bezpośrednio na to, jak rozmawiam z każdym kolejnym klientem zamawiającym sieć: od jakich pytań zaczynam, na co zwracam uwagę i co rekomenduję dla bezpieczeństwa inwestycji. Jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda na innych typach realizacji, zajrzyj do wysp handlowych albo do pełnego portfolio.
Najczęstsze pytania o wyspy Kontigo
Tatjana Kobuszewska z pracowni TRK System. Pracownia zaprojektowała i zrealizowała sieć modułowych wysp handlowych dla marki kosmetycznej Kontigo — od makiety jednego modułu w skali 1:1, przez pełny prototyp, po wyspy stojące w galeriach.
W pięciu: w Rzeszowie, Krakowie, Katowicach, Szczecinie i Gdyni. Każda wyspa była dopasowana do planu piętra konkretnej galerii, ale jednolicie identyfikowała markę.
Projekt i budowa zajęły około roku — prace ruszyły jesienią 2021. Same wyspy handlowały potem przez lata, aż do zakończenia działalności marki.
Jeśli od początku zaprojektowano ją modułowo — tak. Rozbiera się ją na części i składa w nowym układzie, dopasowanym do innego planu piętra. Wyspę Kontigo w galerii w Gdyni przenieśliśmy w inne miejsce w tej samej galerii — w nocy. Wyspa wykonana pod jeden indywidualny wymiar zwykle się do tego nie nadaje: rozbiera się ją, ale nie składa z powrotem.
Marka Kontigo zakończyła działalność. Wyspy stojące w galeriach były sukcesywnie demontowane.
Konstrukcje dedykowane konkretnej identyfikacji wizualnej w większości zostały zezłomowane. To częsty los wysp handlowych projektowanych pod jedną markę — nie mają wartości second-hand dla nowego najemcy galerii.
Chcesz taką wyspę? Zadzwoń
Wstępna rozmowa i szacunek zakresu — bez zobowiązań. Projekt i nadzór: Tatjana Kobuszewska, TRK System.