Wystawa Rolnicza Szepietowo 2024, XXX Regionalna Wystawa Zwierząt Hodowlanych, Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego.
Inna logika niż halowe targi: namiot eventowy zamiast pawilonu, trawa zamiast posadzki, słońce i deszcz w pakiecie. I inny zwiedzający — rolnik, hodowca, handlowiec branżowy, dziecko z rodzicem. To stoisko reklamowe musiało zagadać do każdego z nich jednocześnie.
Klient: Dolfos — producent dodatków paszowych dla zwierząt gospodarskich.
Brief był prosty i trudny zarazem: pokazać dorobek firmy i sprawić, żeby ludzie podchodzili sami, bez zaczepiania.
W halowych targach mam ścianę z podświetleniem i sufit do wieszania. Tutaj mam namiot, drewnianą podłogę i tyle. Mniej narzędzi — więcej musi zrobić pomysł.
Stoisko reklamowe pod namiotem to inna gra niż hala
Robię stoiska w halach od kilkunastu lat i przyznam — wystawa pod namiotem ma swoją specyfikę, do której trzeba się przyzwyczaić.
W hali walczę o uwagę z setką sąsiadów, projekt musi być widoczny z 50 metrów. Pod namiotem walczę z czymś innym: rolnik przychodzi obejrzeć ciągnik, maszyny, krowy. Po pół dnia chodzenia jest zmęczony, ma w głowie tonę specyfikacji i ceny pasz. Moje stoisko musi mu dać moment oddechu — coś, co zatrzyma go bez wysiłku.
Drugie różnice praktyczne:
- Podłoga — sama z siebie nie ma. Pod namiotem leży trawa (czasem podmoknięta po nocnym deszczu). Wystawca albo kładzie sobie podłogę drewnianą, albo stoi na trawie z meblami na nóżkach, które się zapadają. U Dolfosa ułożyliśmy podłogę — koszt mały, efekt duży: stoisko od razu wygląda na „domknięte”.
- Oświetlenie — namiot ma swoje światło, ale rozproszone, blade. Powiesiłam podświetlane lampy sufitowe nad stołem rozmów i nad sylwetkami zwierząt. Wieczorem, gdy słońce schodziło, stoisko zaczynało świecić — przyciągało jak ognisko.
- Identyfikacja — w hali jest numerek i logo na pylonie. Pod namiotem trzeba samemu zrobić sobie „nazwę firmy w przestrzeni”. U Dolfosa baner z hasłem zawisł na wysokości, gdzie czyta się go z 20 metrów.
To są drobiazgi, na które nikt nie patrzy, dopóki nie ma. Gdy są — stoisko po prostu „działa” i nikt nie wie dlaczego.
Pomysł: zamiast worka paszy — sylwetka krowy
Większość firm paszowych na wystawach rolniczych pokazuje to, co sprzedaje: worki, opakowania, ulotki ze składem. Logicznie. I zupełnie niezapamiętywalnie.
Założenie u Dolfosa było inne: na pierwszym planie sylwetki zwierząt — krowy, świnie, drób — ale w nieoczywistej formie. Nie zdjęcia ze stocka, nie atrapy. Stylizowane, lekko abstrakcyjne sylwety, ustawione w przestrzeni jak instalacja artystyczna.
Co to zrobiło?
Hodowca, który całe życie patrzy na żywego byka, nagle zatrzymuje się przy stylizowanej sylwetce tego samego byka. Coś mu nie pasuje. Tak to się dziś nazywa — dysonans poznawczy: znana rzecz pokazana w nieznany sposób. Mózg na chwilę staje. I właśnie wtedy człowiek wchodzi na stoisko.
Dzieci z kolei reagowały na to samo, ale odwrotnie: dla nich sylwetka była po prostu „śmieszną krową” — zaczepiały rodziców, ciągnęły do środka. A rodzic, gdy już przyszedł, słuchał handlowca przy stole.
To stary mechanizm, który działa na każdej wystawie: jeśli stoisko bawi dziecko, dorosły zostaje dłużej.
Makieta farmy. Punkt, w którym stoisko przestało być stoiskiem
W drugiej części stoiska, na stole rozmów, postawiłam jedną rzecz — drewnianą makietę farmy. Niemiecka robota, marka goki — solidne zabawki edukacyjne, takie, które kupuje się raz na całe dzieciństwo. Stodoła, ogrodzenie, figurki krów i traktor, wszystko skali ~1:30. Wyglądało jak realny model gospodarstwa w miniaturze.
Pomyślałam to jako „przerywnik wizualny”. Spokojny punkt na stole, do którego można sięgnąć ręką w trakcie rozmowy.
To, co stało się przez kolejne dwa dni, mnie zaskoczyło.
Rolnicy, którzy podchodzili do stołu rozmów, zaczynali dotykać makiety. Brali w ręce krówkę, ustawiali ją inaczej, kręcili kołem traktora. Mówili: „u nas to stoi tak”, „my dawalibyśmy oborę bliżej drogi”, „a gdzie tu dojarnia?”. W ciągu minuty rozmowa o paszy zamieniała się w rozmowę o ich własnym gospodarstwie. Handlowiec Dolfosa nie musiał już zaczynać rozmowy. Klient sam podsuwał temat.
Dzieci z kolei traktowały makietę jak placówkę zabawową. Kładły się na podłodze, ustawiały zwierzęta w rzędy. Rodzice stali nad nimi i pili kawę z handlowcem. Idealny układ. https://www.youtube.com/watch?v=a1KkFy0lmv4
Po wystawie Dolfos domówił pięć sztuk tej makiety. Trafiły, jak się później dowiedziałam okrężną drogą, do VIP-ów — jako prezenty dla kluczowych klientów firmy. Nas nikt o tym nie uprzedził, ale trudno mieć żal. Najlepsze rzeczy z projektu zaczynają żyć własnym życiem.
To jest jedyny taki przypadek, jaki pamiętam, w którym klient zamówił replikę elementu stoiska, bo działał tak dobrze, jak żaden katalog.
https://www.youtube.com/watch?v=ySSC5uG8cYY
Co z tego biorę do innych projektów
Wystawa rolnicza w Szepietowie nauczyła mnie jednej rzeczy, której nie umiem zapomnieć: na stoisku reklamowym najsilniej działa nie to, co dotyczy produktu, tylko to, co dotyczy klienta. Worek z paszą mówi o Dolfosie. Makieta farmy mówi o hodowcy. I to do niego ten hodowca podchodzi.
Od tamtej imprezy w każdym briefie, który robię na stoisko reklamowe pod namiotem albo na evencie poza halą, pytam o jedno: co przy tym stole zatrzyma klienta na dwie minuty bez wysiłku? Czasem to gadżet. Czasem zapach. Czasem stojak z czymś, co można dotknąć. Ale zawsze coś, co go „wciąga” zamiast „informuje”.
I jeszcze jedno. Z hal wracam zmęczona, z eventów rolniczych — naładowana. Inna energia, inni ludzie, mniejsza obsuwa. Polecam każdej marce, która może spróbować — to inny kanał kontaktu z klientem niż halowy.
Tabela zawartości
- Wystawa Rolnicza Szepietowo 2024, XXX Regionalna Wystawa Zwierząt Hodowlanych, Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego.
- Klient: Dolfos — producent dodatków paszowych dla zwierząt gospodarskich.
- Stoisko reklamowe pod namiotem to inna gra niż hala
- Pomysł: zamiast worka paszy — sylwetka krowy
- Makieta farmy. Punkt, w którym stoisko przestało być stoiskiem
- Co z tego biorę do innych projektów
- FAQ — najczęstsze pytania o stoiska reklamowe na wystawach rolniczych
FAQ — najczęstsze pytania o stoiska reklamowe na wystawach rolniczych
Wszystkim, czego nie widać. Pod namiotem nie ma podłogi (czasem trzeba ją położyć), oświetlenie jest słabe (trzeba dowiesić własne), nie ma wysokiej zabudowy z hali. Za to atmosfera jest luźniejsza, zwiedzający spędzają więcej czasu, i da się rozmawiać przy stole bez krzyku jak w hali.
W Szepietowie tak. Drewniana makieta farmy z goki, którą postawiliśmy na stole rozmów, przyciągnęła rolników do stoiska skuteczniej niż katalog. Po wystawie klient domówił pięć sztuk tej samej makiety i — jak się dowiedziałam później — rozdał je VIP-om jako prezenty. Gadżet musi mieć związek emocjonalny z odbiorcą; sama promocja z logo działa słabo.
Bo wywołują tzw. dysonans poznawczy — znaną rzecz pokazaną w nieznany sposób. Mózg się zatrzymuje, człowiek wchodzi na stoisko sprawdzić, „o co chodzi”. Zwykłe zdjęcie worka paszy mózg ignoruje, bo zna je z każdej innej firmy.
Tak. Stoisko Dolfos w Szepietowie to typowy przypadek — namiot eventowy, drewniana podłoga, własne oświetlenie i identyfikacja. Robimy też stoiska promocyjne w hotelach, na konferencjach, w przestrzeniach niestandardowych (np. nasze stoisko promocyjne Miele na 41. piętrze biurowca w Warszawie).
Od briefu do montażu — minimum 4–6 tygodni przy stoisku z elementami nietypowymi (sylwetki, gadżety, podświetlenie). Sam montaż na miejscu zajmuje pół dnia do dnia, w zależności od skali. Demontaż — wieczór po zamknięciu wystawy.
Pomysł — nie, bo wtedy traci unikalność. Ale mechanizm (codzienne pokazane inaczej + gadżet emocjonalny na stole rozmów) tak. Pracuję podobnie z firmami spoza branży paszowej: chemia gospodarcza, sprzęt do gastronomii, marki dziecięce. Pomysł musi być uszyty pod konkretną markę i jej klienta.















